niedziela, 3 stycznia 2016

ROZDZIAŁ TRZYNASTY: BURGUND

- Proszę czekać, trwa operacja, gdy tylko lekarz skończy powiadomię Państwa- głos pielęgniarki odbijał się od ścian poczekalni.
- Kiedy to się skończy- Rydel nerwowo krążyła wokół krzeseł.
- Wszystko będzie dobrze, nie martw się- próbowałem ją pocieszyć.
- Wszystko będzie dobrze?! To Twoja wina, że tata tu jest! Kiedyś dorośniesz?- Rocky wybuchł, próbując zatrzeć swój ból.

Każde kłamstwo pociąga za sobą konsekwencję, nie ważne czy są one odczuwalne po 5 minutach czy 20 latach, mogą uderzać z różną częstotliwością. Jego kłamstwo narosło do tego stopnia, że próbowało go zabić, więc czy to tak naprawdę moja wina? 
Karma wraca ojcze, ty się przejadłeś.
Smacznego.
- Ross jak możesz tak myśleć? To twój ojciec- głos w mojej głowie próbował przedrzeć się na pierwszy plan.
Naciskam czerwony guzik.

Mama siedziała w bezruchu, nic nie mówiła tylko patrzyła pustym wzrokiem, nie byłem do końca pewien czy obrała konkretny punkt zaczepienia, czy po prostu istniała. Ciężko było coś z niej odczytać, czyżby też mnie winiła?

Poczucie winy wraz z sumieniem poszło na kolację do jednej z najlepszych knajp w mieście, zupełnie zapominając o swoich funkcjach, w końcu każdy potrzebuje wakacji. Nie przeszkadzało mi to, płaci się za swoje błędy, nawet mój ojciec musiał w końcu wyciągnąć portfel, gdy dałem mu rachunek.

- Szkoda, że Rikera nie ma z nami- Rydel próbowała podjąć jakąkolwiek rozmowę.
- Właściwie to gdzie on jest?- dotarło do mnie, że nie widziałem mojego brata od kilku dni.
- Nie wiem, ostatnio często gdzieś wyjeżdża- Siostra wzruszyła ramionami- dzwoniłam do niego, powiedział, że przyjedzie najszybciej jak tylko może.
- To dobrze, muszę z nim pogadać.
- Nie przejmuj się Rockim, jest zdenerwowany i nie myśli nad tym co mówi- blondynka starała się mnie uspokoić.
- Wiem, każdy czasami zachowuje się jak dupek, nasz ojciec także- musiałem wylewać gorycz przy każdej możliwej okazji.
- Co masz na myśli?- Rydel zmarszczyła brwi.
- Co się stało, jak Mark się czuje?- szatynka wbiegła do poczekalni zadając serię pytań tym samym ratując mnie przed tłumaczeniem się.
- Jeszcze nic nie wiemy- Rydel przytuliła się do Katie.
- Bardzo mi przykro- dziewczyna wyraźnie posmutniała
Widziałem jak Rocky próbował wtrącić jakiś niestosowny komentarz, ale w porę udało mi się skarcić go wzrokiem. Wiem, że on nie ma pojęcia, że Katie ma takie samo prawo tu być jak my, mimo to rozczarowałem się jego sposobem odreagowywania. 
Nie dotykaj jej werbalnie.

Rocky od zawsze był ulubieńcem taty, a tata był ulubieńcem Rockiego. Mój brat odstawał od reszty swoim wyobrażeniem o rzeczywistości.
Stary-młody.
Nie zadawał pytań, obserwował, poważnie biorąc każdą cząstkę, każdy pyłek życia. Notował na zwojach umysłu, by potem w taki czy inny sposób wykorzystać tę wiedzę. 
Tata imponował mu , człowiek interesu, odnoszący sukcesy na wielu płaszczyznach. Zawsze powtarzał, że będzie taki jak on. Rocky nawet muzykę traktował racjonalnie. Jednocześnie mnie to zadziwiało i imponowało mi. W końcu to dzięki niemu nasz zespół trzymał się w ryzach.
Mój brat posiadał też największą wadę jaką zdążyłem rozpoznać u ludzi. Był zapatrzony w rodziców tak bardzo i nie dopuszczał do siebie informacji, że nikt nie jest idealny. Dla niego oni tacy byli, dlatego też nie miałem zamiaru burzyć mu koncepcji perfekcyjnej rodzicielki i jeszcze bardziej nieskazitelnego dawcy nasienia. Postanowiłem przemilczeć fakt jakoby dziewczyna, która siedzi z nami w poczekalni jest naszą siostrą, a moim prywatnym obiektem pożądania fizycznego i psychicznego.

Rydel trzymała Katie za rękę, nie wiedziałem czy próbuje pocieszyć ją czy może siebie. Moja siostra obrała sobie zupełnie inny cel w życiu niż my. Ona musi czuć się potrzebna, dzięki temu się spełnia.

*Oczami Katie*

Trzęsłam nogą z nerwów o mało nie wybijając dziury w podłodze. Starałam się hamować, by ukryć moje potężne zdenerwowanie, ci ludzie przecież myślą, że Mark to dla mnie zupełnie obca osoba. Co jak już nie będę miała szansy go zobaczyć, powiedzieć mu, że wiem i zapytać się go 
dlaczego?
dlaczego tato?

- Pójdę po kawę, chce ktoś?- próbowałam zająć czymś myśli.
- Poproszę- usłyszałam chórkiem.
Droga do automatu była moją przerwą.
Nie wiem jakie emocje górowały w mojej głowie, zawód, rozczarowanie czy uczucie, które chciałam wylać na nowych członków mojej rodziny. Widziałam płomyczek, który delikatnie i łagodnie kołysał się w rytm moich wewnętrznych marzeń i obietnic.
Ross bezczelnie siedząc naprzeciw dmuchał w niego gasząc wszystkie nadzieje.

- Uważaj jak chodzisz- z rozmyślań wyrwał mnie jakiś mężczyzna, który właśnie potracił mnie wylewając trzy gorące kawy.
- Ty patrz pod nogi- usłyszałam latynoski akcent.
- Słucham? To ty na mnie wpadłeś!- oburzyłam się jego zachowaniem.
- Wylałaś na mnie kawę!- ostentacyjnie strzepując resztki napoju podniósł głowę spoglądając na mnie.
- Katie co tak długo- usłyszałam z daleka głos Rossa, który już lekko się niecierpliwił. 
- Nawet mnie nie przeprosisz?- parsknęłam ze złości na odchodzącego mężczyznę.
- Nie chciałabyś tego- odwrócił się pospiesznie.
- Dupek!- przewróciłam oczami wracając do automatu.

*Oczami Rossa*

- Dlaczego jesteś cała w kawie?- podskoczyłem na siedzeniu.
- Jakiś koleś wpadł na mnie koło automatu, dlatego tyle mi zeszło czasu- tłumaczyła się.
- Dziękuję za kawę- to były pierwsze słowa mojej matki od kilku godzin.
- Proszę- Katie nie patrzyła jej w oczy, wyraźnie była zakłopotana.

- Państwa ojciec miał wylew, jest po operacji, jeszcze się nie obudził. Mogą go Państwo odwiedzić, ale proszę pojedynczo dobrze?- po tych słowach lekarka wykrzywiła twarz na kształt uśmiechu i odeszła do innych pacjentów.

- Tato, oh tato, dobra wymówka by nie musieć mówić co? wylew? no sam bym tego lepiej nie wymyślił- odwiedziłem ojca jako pierwszy, tak mi się przynajmniej wtedy zdawało.- Nigdy nie wspominałeś, że masz dwie córki. No taaak wiem, mogło ci to umknąć, przecież jesteśmy tylko ludźmi. Ahh nie, jednak nie, mogłeś zapomnieć kupić mamie kwiatka w walentynki, albo po co poszedłeś do sklepu, mogłeś nawet zapomnieć jak nazywa się twój ulubiony bar, ale żeby nie wspomnieć chociaż o tym, że mam jeszcze jedną siostrę? No tato, trochę nieładnie z twojej strony- świetnie bawiłem się w ten teatrzyk.
- Co ty tu masz?- zmarszczyłem oczy podchodząc bliżej. BURGUNDOWA koperta leżała w jego dłoni, tak jakby chciał mi ją wręczyć.

Burgund to kolor wrażliwości,
Nie na swoje Ci jej brak, ale na inne wartości.

- Ross to twój ojciec, naprawdę nie jest ci przykro, że leży tam nieprzytomny?- Katie wycelowała we mnie swoje zarzuty.
- Nic mu nie będzie, zobaczysz, ma wprawę w wyślizgiwaniu się- zapewniałem szatynkę.
- Kolejna koperta?- wyszeptała pokazując na kawałek papieru, który trzymałem w ręku.
- Zobacz- rozglądając się podałem ją Katie.
- Wylałeś coś na nią? jest trochę mokra i pachnie kawą- zauważyła.
- Najwidoczniej.


Ojciec przez kolejne dni nie wybudzał się ze śpiączki. Zamieszkałem z mamą by się nią opiekować. Wciąż mało mówiła i snuła się po domu jak cień, jej życie przypominało wymuszoną egzystencję. Mało jadła, a całe dnie spędzała przy łóżku Marka, wierzyła, że to przywróci go do stanu funkcjonalności. 
Nie byłem w stanie tego pojąć, jak ona była mu oddana. Wtedy myślałem, że to miłość, życie nie pozwoliło mi długo czekać by poznać prawdę.
Moja mama jest racjonalną kobietą z realistycznymi poglądami i celami w życiu. Rodzina? dom? Wykonywała podstawowe czynności, które pozwalały jej czuć ulgę, że wypełnia obowiązki domowe. Nie została ona stworzona do podtrzymywania ogniska domowego, przyjęła taką pozę, ponieważ mój ojciec taką Stormie chciał, a ona chciała jego. Taką rolę przyjęła.

Ojciec był Słońcem, ja natomiast marną planetoidą oddaloną na drodze życia.
Mnie przyciąganie nie dotyczyło, brakowało dla mnie masy, siły, a może miłości.

Szybkim krokiem celowałem swoje ciało do biura mojego ojca. Chciałem niezauważalnie wejść i trochę poszperać. Może dowiem się więcej interesujących rzeczy.
- Co ty tu robisz?- męski głos wyrwał mnie z przeszukiwania pokoju.
- Przestraszyłeś mnie- skarciłem Rikera.
- Dlaczego przeszukujesz pokój taty?- mój brat wyraźnie się zdziwił.
- Lepiej powiedź gdzie byłeś, muszę ci coś powiedzieć.
- Miałem do załatwienia parę spraw- mówił wyjmując telefon z kieszeni spodni- Przepraszam muszę odebrać, przyjdź do mnie za chwilę i zamknij za sobą drzwi, mama nie będzie zadowolona, że tu byłeś- powiedział oddalając się w swoją stronę.

Tak jak powiedział mój brat, czekałem na niego w jego pokoju. Minęła godzina a blondyn się nie pojawiał.
- Ile jeszcze mam na niego czekać- z nudów zacząłem rozglądać się po pokoju, moją uwagę przyciągnęła czerwona książka, którą w dzieciństwie zwykł czytać mi Riker. Pamiętam, że główną bohaterką była Ronnie- mieszkanka sierocińca,  która usilnie próbowała znaleźć swoich prawdziwych rodziców wpadając przy tym w przeróżne tarapaty. Nie miałem tej książki w rękach od lat.
- Co do cholery?- zamarłem podnosząc zdjęcie, które wypadło z książki. Doskonale znałem tę twarz.
Twarz przez którą to wszystko się zaczęło.
Sweet Pie.








5 komentarzy:

  1. Postawa Rossa jak najbardziej zrozumiała w tych okolicznościach.
    Nie wiedziałam, że Katie już wie kto jest jej ojcem. To by też wyjaśniało po trochu jej relacje z Rossem.
    Słyszałam, że Colorful... ma wyjść jako książka - Gratuluję Ci serdecznie i będę czekać z niecierpliwością.
    Pozdrawiam i czekam na kolejny rozdział również tutaj.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ej ej ej
    Czyżby to jednak ta stiptizerka była jego siostrą??
    Nie wiem czy kiedykolwiek komentowałam, ale wiedz, że ciągle czytam :) To opowiadanie jest genialne!
    Gratuluję ci tego, że będzie ono w wersji papierowej :)
    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie przeczytałam całość i proszę pisz dalej. Piszesz mega ciekawie, osoby wyżej piszą, że to opowiadanie ma wyjść jako książka, to prawda? jeżeli tak to chce chce chce ją mieć !!!
    Pozdrawiam @Olaa

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakie to jest mega ciekawe!!!
    Mam nadzieję ze nie przestaniesz pisać tego bloga bo jest niesamowity!!!
    Jakos mi nie pasuje Katie jest siostra Lynchow... I znowu pojawia się ta Sweet Pie
    DODAJ SZYBKO NEXTA BO NIE MOGE SIE DOCZEKAC ������

    OdpowiedzUsuń
  5. Piszesz? Doprawdy mnie zdziwiłaś. Z ogromną chęcią podejmę się lektury, którą Nam fundujesz. Zapowiada się ciekawie. Przesyłam buziaki!

    OdpowiedzUsuń

.